Medycyna i psychiatria tybetańska. Zarys teorii i obecna rzeczywistość


Wykład wygłoszony na zjeździe poświęconemu Tybetowi w Krakowie w 2005 roku


Rzadki jest człowiek mówiący do rzeczy
lecz jeszcze rzadszy, kto ma dar słuchania:
rzadki jest lekarz, który mądrze leczy
rzadszy, kto czyni wedle jego zdania.

Sakja Pandita -XIII w.
Tłum. Ireneusz Kania


Medycyna tybetańska jako filozofia zdrowia i praktyczna wiedza rozwinęła się na obszarze południowo wschodniej i centralnej Azji. Swymi wpływami obejmuje szereg krajów i budzi spore zainteresowanie również w społeczeństwach o innej kulturze i religii. W czasie swych podróży przez Tybet, będący aktualnie pod okupacją chińska stwierdziłem, że nawet w tak słynnych ośrodkach jak Drepang czy Sigatse praktyki medyczne lamów są zakazane. Klasztory walczą o fizyczne przetrwanie i szkoły medyczne, albo nie istnieją, albo działają w głębokiej konspiracji. Jeszcze bardziej tragiczny los spotkał mnichów i tybetańskie medyczne szkoły w Mongolii, gdzie komuniści w ciągu kilkunastu dni wymordowali ich setki tysięcy, a klasztory zrównali z ziemią.

Tak więc, czynne tybetańskie szkoły medyczne i praktykujących lekarzy widziałem tylko w Ladakhu i Daramsali. W Ladakhu przetrwał również system amczi. Nazwa ta oznacza kogoś w rodzaju wioskowego lekarza (felczera lub znachora) - osoby odpowiedzialnej w rejonie kilku wiosek za stan zdrowia społeczności. W naszym rozumieniu spełnia on również rolę "higienisty" lub terenowego pracownika sanitarno-epidemiologicznego. Jest on również pośrednikiem między praktykującymi lekarzami (też niekiedy noszącymi nazwę amczi) i agendami rządowymi nadzorującymi zdrowie w danej prowincji, oraz społecznością swego rejonu. Stanowiska te, o wielkim prestiżu, są w zasadzie honorowe, ale w większości wypadków dziedziczne. Aby zostać amczim trzeba zdać ustny i praktyczny egzamin i wykazać się odpowiednimi predyspozycjami i wiadomościami. Trzeba znać zasady zaopatrzenie wiosek w czystą wodę, umieć doradzać w sprawach związanych z dietą i higienicznym trybem życia. Jest oczywiste, że te tradycyjne stanowiska samorządowe nie mogły się ostać w totalitarnym chińskim Tybecie. Spotkanie z amczim Tenzin Sangpo w Lo Mustangu, w Nepalu opisuje polska podróżniczka Iwona Drózd.

Korzenie medycyny tybetańskiej sięgają kilka tysiącleci wstecz. Już w pierwszej religii tybetańskiej - bon można dopatrywać się elementów magiczno- medycznych. Kroniki odnotowują, że pierwszym znanym tybetańskim lekarzem był Dungji Thorczog syn indyjskiego lekarza Gadżaja (wg innych podań Widżaja) i Tybetanki z rodziny króla Njatri Cempo. Potomkiem Thorczoga był najsłynniejszy lekarz tybetański Juthok Jonten Gonpo Sarma żyjący w XVIII wieku, o którym do dziś krąży wiele legend.

W czasie pobytu wśród Szerpów w 2000 roku miałem okazję zetknąć się z jedną z nich. Autorem jej był lama Gajszi Ngawang Tsuldim.

Kiedy pewnego razu doktor Juthok Jonten Gonpo jechał przez góry do chorego, zastąpił mu drogę jeti. W wielkim zdenerwowaniu opowiedział, że żonie jego kość utkwiła w gardle i jest bliska zadławienia. Prosił doktora o szybką pomoc, gdyż sam nie mógłby żyć na świecie. Po tych słowach chwycił konia z uzdę i poprowadził go na miejsce gdzie znajdowała się jego jeti-żona. Ta, była już prawie cała zsiniała i z trudem oddychała. Doktor wprawnym ruchem wsadził rękę do gardła cierpiącej jeti. Kość udało się usunąć i chora szybko wracała do siebie. W czasie zabiegów mąż jeti coś ponakładał do torby lekarza. Gdy ten wrócił do swego domu na tarasie rozpakował torbę. Rozsypała się po posadzce olbrzymia ilość turkusów. Po wyjęciu większych, pył który pozostał okrasił taras domu w takim stopniu, że siedzibę lekarze widać było aż z odległych gór.

Wielkie zasługi w rozkwicie medycyny tybetańskiej mieli jej królowie, którzy byli jednocześnie mecenasami nauki, sztuki i medycyny. Do najważniejszych należał Songtsen Gompo, który w trosce o poziom medycznej wiedzy zapraszał na wykłady, konsultacje i konsylia najznamienitszych lekarzy owych czasów z Chin, Indii i Persji. Jeden z doktorów, Pers o nazwisku Galenos, znał być może osiągnięcia medycyny greckiej. Został on na stałe w Tybecie, założywszy tu rodzinę i był nadwornym lekarzem hojnego monarchy. W VIII wieku zaproszony został jeden z wielkich uczonych indyjskich do Tybetu. Był nim Padmesambhawa uznawany w Tybecie za "Drugiego Buddę". W swych medycznych księgach zatytułowanych Esencje Nektaru opisał wiele chorób i sposoby ich leczenia.

.

Czas między VIII wiekiem, a XII wiekiem tzn. do okresu gdy dział w Tybecie znamienity medyk dr Gonpo Młodszy, nazywany bywa "złotym okresem medycyny". Uczony ten kształcił się w Indiach, gdzie przebywał aż sześć razy, a sława jego wybiegała daleko poza kraj rodzinny. Pozostawił po sobie medyczną księgę zatytułowaną Osiemnaście Pożytecznych Wskazówek. Od XIII wieku, od najazdów muzułmańskich na Indie i powrotu hinduizmu, medycyna tybetańska rozwijała się już samodzielnie. Zerwane zostały tradycyjne więzi z buddyjskimi ośrodkami w Indiach. Należy wspomnieć jeszcze o zasługach dla rozwoju wiedzy medycznej Sangje Gjatso, regenta Piątego Dalejlamy, który był nie tylko znamienitym mężem stanu, ale również uznanym lekarzem. Pozostawił po sobie komentarze do Czterech Tantr Medycznych, oraz szereg administracyjnych dekretów dotyczących zdrowia publicznego. Za jego czasów wiedza medyczna promieniowała z Tybetu na Chiny i Mongolię. Na początku XX wieku, w okresie panowania 13 Dalejlamy, doktor Kjunrab Norbu założył w Lhassie słynną uczelnie medyczną (Dom Medycyny i Astrologii). Studentów - lamów obowiązywała ostra dyscyplina (nauki zaczynano o 3 rano modlitwami do Bodhisatwy Mądrości. Edukację kończono dopiero w 30 roku życia poważnymi egzaminami. Lekarze ci, jako pracownicy państwowi, posyłani byli następnie przez administrację do najodleglejszych prowincji, gdzie leczyli ludność za darmo. W każdym większym skupisku ludności praktykowani również lekarze prywatni. Ci byli opłacani przez pacjentów ale tylko w sposób uznany przez chorego. Było to niekiedy wynagrodzenie w naturze, ale biedacy nie płacili nic, lub co najwyżej przynosili trochę chrustu na opał.

Tak jak cała ludzka egzystencja, tak i stan zdrowia uzależniony jest, według tybetańskiej medycyny, od szeregu warunków zewnętrznych, ale głównie od uwarunkowań wewnętrznych jednostki. Są dwie zasadnicze przyczyny chorób: niewiedza i ignorancja, które mogą działać w ciągu dłuższego lub krótszego okresu czasu. Doprowadzają one do "trzech duchowych trucizn": żądzy, nienawiści i głupoty. Są to zasadniczo długotrwałe powody zakłócające zdrowie. Wtórne, krótkotrwałe stany prowadzące do powstania chorób, to zakłócenia humoralne w zakresie powietrza - związane z oddychaniem, zakłócenia w produkcji żółci i ostatnie w produkcji flegmy. Te trzy pojęcia mają jednak zakres znacznie szerszy niż to się rozumie w naszej medycynie. Wiąże się to z humoralną koncepcją tybetańskiej medycyny. Trzy duchowe trucizny powodują zakłócenie humoralne; żądza - wpływa na oddychanie, nienawiść - zaburza produkcję żółci, a głupota - flegmy. Ciało człowieka według przekonań tutejszych medyków składa się z: przyjmowanego pokarmu, krwi, mięśni, tłuszczu, kości, szpiku i nasienia (substancji rozrodczej) Wydalinami człowieka są: pot mocz i stolec. Jeśli trzy składniki humoralne, siedem składników ciała i trzy wydaliny są w harmonijnym balansie, to człowiek jest zdrowy. Jeśli powstają zakłócenia, to pojawia się choroba. Duchowe trucizny powodują powstawanie nierównowagi. Wyszkolenie tybetańscy doktorzy rozpoznają u chorego rodzaj nierównowagi, wskazują na jej przyczynę i drogi wyjścia z niej, i dają wreszcie odpowiednie leki. Są trzy podstawowe składniki diagnostyczne w medycynie tybetańskiej:

1. Zebranie szczegółowego wywiadu dotyczącego życia, przyzwyczajeń i dolegliwości pacjenta.
2. Badanie wzrokowe pacjenta; jego wyglądu, stanu źrenic, języka i wyglądu jego moczu. Do tego ostatniego badania przywiązuje się wielką wagę i istnieje cały rytuał z nim związany.
3. Badanie dotykiem ciała, a głównie badanie pulsu.

Choroby i zaburzenie psychiczne Tybetańczycy dzielą na "gorące" i "zimne". Diagnozują je przez zbieranie wywiadu od chorego i obserwacje jego zachowania. Uważają, że są one wywołane zasadniczo pięcioma szkodliwymi czynnikami, z których każdy może być szkodliwy, ale najczęściej istnieje między nimi współdziałanie.

1. Zła karmą, tzn. złym przeznaczeniem lub szkodliwym działaniem, będącym następstwem złych uczynków w poprzednich wcieleniach. Tak więc, "sprawiedliwym" jest pojawienie się dręczącej choroby w obecnych życiu chorego. Krzywdząc kogoś kiedyś w przeszłości powodujemy, że "nasiona zła" przedostają się do obecnego życia i zaczynają szkodzić.

2. Żałoba lub zamartwianie się jest kolejnym czynnikiem wywołującym wewnętrzne rozregulowanie składników humoralnych i dających w efekcie chorobę psychiczną. Skutkować to może powstawaniem stanów lękowych, depresji ale również paranoi.

3. Czynnikami fizycznymi. I tak zaburzenia składu poszczególnych składników humoralnych mogą powodować określone schorzenia. Zakłócenia ilości i składnie powietrze mogą dawać osłupienia, mutyzm, sztywną katatonię. Zakłócenia żółci dają pobudzenie i agresję itd.

4. Kolejnym czynnikiem wywołującym choroby mogą być zatrucia. Toksyny wewnętrzne lub zewnętrzne powodować mogą ospałość, spadek energii, zaburzenia myślenia itp.

5. Demony, to ostatni z czynników, który wywoływać może określone schorzenia psychiczne. Mogą one opanować psychikę i zaburzenie przejawiać się będzie w nieprawidłowej mowie, myśleniu lub działaniu.

Trzecia Tantra Medyczna zawiera aż pięć rozdziałów omawiających działanie demonów na ludzką psychikę. W 77 rozdziale Tantry omówionych jest 18 podstawowych grup demonów i ich działanie, w 78 rozdziale omówione jest jak demony, powodując nierównowagę humoralna, wywołują szaleństwo. Rozdział 79 omawia demony wywołujące zapominanie i demencję. W 80 rozdziale omawiane są demony władające planetami, a u ludzi wywołujące padaczkę. W 81 rozdziale opisywane są demony wężowe wywołujące trąd.

Musimy rozumieć, że to co opisuje się jako szkodliwe demony to zazwyczaj przenośnia. Demonami są siły i gwałtowne emocje, które wzburzają nasz umysł i oddalają nas od czynienia dobra i prawdy, oddalają nas od naszych szlachetnych celów, wtrącają ponownie w kołowrót bytu, zamykają drogę do wyzwolenia. Trzy trucizny duchowe; żądza, nienawiść i głupota mogą wyzwalać, każda po 360 demonów (razem 1080), a te mogą u człowieka, wg wiedzy tybetańskiej, wywoływać aż 84 000 zaburzeń i schorzeń psychicznych!

Goss i Klass przedstawiają Bardo Thodol (Tybetańską Księgę Śmierci) jako przykład terapeutycznych wskazówek dla pogrążonych w smutku, depresji i żałobie bliskich po stracie członka rodziny. Rapgay ze współpracownikami wskazuje na możliwości jakie dla prowadzonej psychoterapii może przynieść korzystanie z koncepcji i metod medytacyjnych pochodzących z tybetańskiego buddyzmu. Cook opisuje jak z przypadkami "opanowania przez demony" radzą sobie uzdrowiciele z Ladakhu. Wykazuje, że ich działania nie różnią się zasadniczo od psychoterapii stosowanej na Zachodzie, a różnice wynikają tylko z odmienne retoryki i zaplecza kulturowego.

Warto zatrzymać się na chwilę nad tym co mówią o demonach starożytni doktorzy tybetańscy. Ma-czig-La w XII wieku mówi:

"To co nazywamy Demonem jest bardzo, bardzo wielkie i całe czarne! Ktokolwiek zobaczyłby go byłby zalękniony od stóp aż po czubek głowy - ale Demon tak naprawdę nie istnieje!
Prawda w tej kwestii wygląda tak: wszystko co przeszkadza naszemu wyzwoleniu (z kołowrotu narodzin) jest Demonem. Nawet miłość do najbliższych, jeśli burzy twój umyśl może być Demonem.
Największym Demonem jest jednak twoja pycha i zarozumiałość, przekonanie o własnej mądrości. Jeśli jej nie pokonasz Demon będzie cię unosił, po to byś za chwilę doznał upokorzenia w upadku".


Badanie fizykalne mimo, że opierające się w głównej mierze na badaniu pulsu pacjenta, jest bardzo wnikliwe. Może ono wiele powiedzieć również o stanie umysłu osoby badanej. Niuanse pulsu wymagają nawet kilkuletniego studiowania. Puls badany jest przy pomocy trzech palców. Palce wskazujący odpowiedzialny jest za wyczucie skóry, środkowy wyczuwa mięśnie, a serdeczny wyczuwa kości. Każdy opuszek ma punkty sensoryczne, którymi w sumie określa się stan poszczególnych narządów badanego i zakłóceń w nich się pojawiających. Należy jednak pamiętać, że choroba w pojęciu medyków tybetańskich nie jest tylko schorzeniem jakiegoś poszczególnego narządu, ale zakłóceniem funkcjonowania całego ciała i duszy. Jeśli stan ducha pacjenta pozbawiony jest równowagi, to i ciało nie ma możliwości prawidłowego funkcjonowania.

Leczenie w tybetańskiej medycynie składa się z:

- Diety, tu zalecenie są zbliżone do tych, jakie spotyka się we wschodniej medycynie opartej na innych systemach wierzeń.
- Zmiany zachowań pacjenta: zwiększenie lub okresowe zmniejszenie jego aktywności, wprowadzenie określonych ćwiczeń itp.
- Zapisywania odpowiednich leków w postaci tabletek, proszków, naparów, win leczniczych, masła leczniczego, okładów. Leki, to głównie preparaty ziołowe, zbierane i konfekcjonowane przez służby klasztorne i preparaty mineralne z zazwyczaj z kamieni półszlachetnych.
- Terapii fizykalnej: okłady, kąpiele mineralne, masaże nakłuwanie igłami, przypieczki.

Oczywiście elementy magii w leczeniu splatały się z zasadami psychoterapeutycznego oddziaływania w rozumieniu dzisiejszych relacji psychologicznych.
W medycynie tybetańskiej nie stosuje się chirurgii, a poprzestaje się na całościowym leczeniu opisanymi uprzednio metodami. Zazwyczaj sami lekarze lub ich uczniowie wytwarzają leki z miejscowych składników lub importowanych z Indii surowców.

Z praktyka lamów miałem okazje zapoznać się w czasie odwiedzin w klasztorach w Tybecie, Ladakhu, w Nepalu i Daramsali w Indiach. Centrum Medycyny Tybatańskiej i Astrologii znajduje się w McLoad Gandż na terenie Ganczen Kjisong. W skład ośrodka wchodzi muzeum, biblioteka, centrum badawcze i college, w którym naucza się prawideł medycyny tybetańskiej. W muzeum najciekawsze są zielniki roślin leczniczych stosowanych przez lamów. Za opłatą stawiane są indywidualne horoskopy, uwzględniające nie tylko wpływy planet, ale i czynniki takie jak ogień, woda, i ziemia, czyli te, które mogą mieć wpływ na nasze zdrowie.

Lekarze tybetańscy praktykują podobnie jak my, w wynajętych lokalach mieszczących się przy głównych ulicach miast, gdzie są większe skupiska Tybetańczyków. Przyjmują oczywiście również pacjentów Hindusów i przyjezdnych turystów. Aby było to możliwe, pomagają im asystenci tłumacze. Klinika Dr Yesi Dhondena mieści się przy ulicy Jagibara w McLoad w Daramsali. Dr Dhondena znałem już wcześniej ze wspomnień amerykańskiego lekarza Dr Richarda Selzera. Znałem go również z książki Terry Clifforda omawiającej medycynę i psychiatrię tybetańską. Na dr Selzerze zrobił on olbrzymie wrażenie, dlatego pozwolę sobie przytoczyć fragment jego wspomnienia.

"Na tablicy ogłoszeń w holu szpitala pojawiło się ogłoszenie: Dr Yeshi Dhonden będzie robił obchód o 6 rano, 10 czerwca. Jest on osobistym lekarzem Dalejlamy. Dr Dhonden, powiedziano nam, zbada pacjentka wybranego przez członka personelu. Diagnozy nie postawiono. Yeshi Dhonden nie zna jej, podobnie jak my... podchodzi do łóżka...wpatruje się w kobietę... bierze jej dłoń, podnosząc ją do swoich... i przez następne pół godziny tak trwa, zawieszony nad pacjentką jak jakiś egzotyczny ptak ze złoconymi skrzydłami, badając puls tej kobiety, zamykając jej dłoń w swojej. Wydaje się, że cała siła tego człowieka skupiła się na tym jednym zadaniu. Jest to palpacja pulsu wzniesiona do rangi rytuału... koniuszki jego palców odbierają głos jej chorego ciała poprzez rytm i tętno, które ona składa w ofierze w swym nadgarstku.

Ponownie siedzimy na sali konferencyjnej. Yeshi Dhonden przemawia teraz po raz pierwszy, miękkimi, tybetańskimi dźwiękami. Jest to podobne do recytacji mnicha. Mówi o wiatrach wędrujących przez ciało tej kobiety, o prądach, które wirując, rozbijają się o przeszkody. Wiatry te są w jej krwi. Ostatnie podrygi wadliwego serca. Na długo przed jej urodzeniem między komory serca wpadł wiatr i wywiał głęboką bramę, której nigdy nie wolno otwierać. Przez nią rzucają się głębokie fale jej rzeki, jak górski potok wiosną, płynący kaskadami, huczący, uderzający swobodnie w ziemię i przepełniający jej oddech. Tak mówił aż zamilkł.

Wrodzona choroba serca - mówi człowiek, który zna diagnozę - Wada przegrody międzykomorowej, czego skutkiem jest niedomaganie serca.

Brama w sercu, myślę. Której nie wolno otwierać. Przez którą rzucają się wysokie fale, przepełniające oddech. No, no! Zatem jest tutaj lekarz słuchający dźwięków ciała. Na które cała reszta z nas jest głucha. Jest kimś więcej niż lekarzem. Jest kapłanem. Czasem, kiedy robię obchód, zdarza mi się słyszeć dźwięk jego głosu, jak starożytnej modlitwy buddyjskiej. Wtedy ogarnia mnie radość i czuję, że zostałem dotknięty przez coś boskiego".

Jak już wspomniałem klinika dr Dhondena znajduje się w McLoad, a sam doktor emeryt, przyjmuje w niej prze kilka godzi dziennie. Od wczesnego rana pacjenci, lub ktoś z ich rodziny, pobierają zawieszone numerki wskazujące na kolejność wizyty. Znajduje się tam też informacja, że na wizytę trzeba przynieść w naczyniu mocz do badania. W poczekalni, poza kilkoma dewocjonaliami tybetańskimi znajduję się zdjęcia doktora z jego wizyt w krajach zamorskich. Jest tu miejsce dla kilkudziesięciu oczekujących osób. Odwiedziłem doktora razem z przyjacielem, który kupował leki dla żony. Mieliśmy 16 "numerek". W ciągu poprzedzających 65 minut zostało załatwionych 16 pacjentów. Doktor bada pacjentom puls, a później ogląda przyniesiony przez nich mocz. Gdy pomocnik doktora wypisuje końcową receptę, doktor już bada puls następnego pacjenta. Koszt wizyty dla miejscowych to wydatek rzędu 30 - 40 rupii. Mój kolega zapłacił za wizytę i leki 800 rupii. Przeciętne wynagrodzenie nauczyciela w tym czasie wynosiło około 2000 rupii. Na korytarzy prowadzącym do wyjścia mieści się punkt wydawania leków. Leki to okrągłe pigułki o brązowym wyglądzie, o nieznanym składzie ani terminie ważności. Niektóre "ważniejsze", zapakowane są pojedynczo w jedwabną, kolorową szmatkę, przewiązane złotą nitką.

Gdzie i jak leczą się Tybetańczycy? Ludność wsi i osiedli z rzadka rozrzuconych po płaskowyżu leczy się u swych uzdrowicieli, których wiedza oparta jest o tradycje. Produkują oni własnego wyrobu leki, "łapacze demonów" oraz amulety. "Poważniejsze" schorzenia mieszkańcy miast leczą u renomowanych lekarzy, mających zagraniczne staże.

Janes uważa, że tradycyjne systemy medyczne, takie jak medycyna tybetańska, kryją w sobie jeszcze stale wielki, nie odkryty potencjał leczniczy. Może on być interesująca alternatywą dla zbyt przeładowanej technikami medycyny i z byt sformalizowanej i dogmatycznej psychoterapii.

Tybetańską medycynę a zwłaszcza psychiatrię cechuje olbrzymie i trwałe związanie z wiarą i tradycją. Efekty lecznicze są tu proporcjonalne do siły owej wiary u pojedynczego pacjenta. Dlatego osoby wychowane w tej samej tradycji i kulturze mają największe szanse na osiągnięcie pozytywnego efektu terapii. Przekonanie o potrzebie wyciszenia psychicznego, o konieczności osiągnięcia wewnętrznej harmonii jest uniwersalną wskazówką w leczeniu wszystkich napięć i zaburzeń psychicznych. W takim rozumieniu pozbycie się "demonów" pożądliwości, złości, zawiści czy zazdrości pomóc może każdej skołatanej duszy. A chwila refleksji czy relaksacji związanej z medytacją ma szansę obniżyć poziom stresu i niepokoju będącym "signum temporis" naszych wieków.
W Tybecie wykonywanych jest mało psychiatrycznych prac badawczych epidemiologicznych czy z zakresy psychiatrii transkulturowej. Dość liczne są doniesienia lekarzy chińskich, ale uważam, że analiza ich rzetelności może nastręczać poważne wątpliwości. Clift ze swym australijskim zespołem opublikowani doniesienie o alarmującym wzroście zachorowań na wirusowe zapalenie wątroby wśród ludności tybetańskiej.
W ostatnich latach pojawiło się sporo prac dotyczących stanu zdrowia psychicznego tybetańskich uchodźców badanych przez psychiatrów w Daramsali. Wymienić tu można doniesienia Mercera, Agera i Ruwanpury ze stycznia tego roku. Autorzy podkreślają rolę przewlekłego stresu psychologicznego jaką większość uciekinierów ma za sobą w diagnozowaniu u nich reakcji depresyjnych czy nerwicowych. Jacobson opisywał występowanie u uciekinierów ataków panicznego lęku - zaburzenia opisywanego we wszystkich kulturach o różnorodnej manifestacji i interpretacji przez samych pacjentów. Therhagen ze współpracownikami opisywał zaburzenia nazywane postresowymi reakcjami traumatycznymi. Podobny wydźwięk ma publikacja Crescenzi i współautorów.
Pozwolę sobie rozdział ten zakończyć jeszcze jedną tybetańską sentencją. A będzie to maksyma 350 z rozprawy "o uczynkach", spisana w XIII wieku przez mistrza szkoły Sakjapa - Sakja Pandita (tłumaczenia Ireneusz Kania):


Ten, kto świętemu mężowi zaufał,
komu uczony swoich rad nie szczędzi,
kto w dobrym człeku ma miłego druha
- zaiste, ten szczęśliwy zawsze będzie!

Piśmiennictwo


Alexander F., Seleznick.: The History of Psychiatry. New York. Roland Press. 1966.
Bancroft A.: Współcześni mistycy i mędrcy. Warszawa 1991.
Clifford T.: The Buddhist Medicine and Psychiatry. The Aquarian Press. Wellingborough. 1984.
Clift A., Morgan C., Anderson D., Toole M.: Alarming level of hepatitis B virus detected among rural Tibetans. Trop Doct 2004, 3, 156-7.
Crescenzi A., Ketzer E., Van Ommeren M., Phuntsok K., Komproe I., de Jong J.T.: Effect of political imprisonment and trauma history on recent Tibetan refugees in India. J Trauma Stress. 2002, 5, 369-75.
Crook J. H.: The indigenous psychiatry in Ladakh. Anthropology and Medicine. 1998, 5, 23.
Dalejlama. Moc współczucia. Rebis. Warszawa. 1996.
Drozd I.: Mustang: Buddyjskie królestwo Lo. Twój Styl. Warszawa. 2002.
Goss R., Klass D.: Tibetan boddhism and the resolution of grief. Death Stud. 1997, 21, 377.
Jacobson E.: Panic attack in a context of comorbid anxiety and depression in a Tibetan refugee.
Cult Med Psychiatry. 2002, 2, 259-79
Jacobsen K.: Panic attack in a context of comorbid anxiety and depression in Tibetan refugee. Cult Med Psychiatry 2002, 2, 259-79.
Janes C. R.: The health transition, global modernioty and the crisis of traditional medicine. The Tibetan case. Social Science and Medicine. 1999, 48, 1803.
Kalmus M.: Tybet. Świat Książki. Warszawa.2000.
Kornfield J., Feldman K.: Strawa Duszy. Zysk i S-ka. Warszawa. 1996.
Kotnowski A., Krzyżowski J.: Magia Indii. Medyk. Warszawa. 2001.
Krzyżowski J.: Medycyna tybetańska. Gabinet Prywatny. 1998.12, 22.
Leslie C.: Asian Medical System. Univ. Of California Press. 1976.
Mercer S.W., Ager A., Ruwanpura E.: Psychosocial distress of Tibetans in exile: integrating western interventions with traditional beliefs and practice. Soc Sci Med. 2005, 1, 179-89.
Rapgay L., Rinpoche Ven L., Jessum R.: Exploring the nature and functions of the mind: A Tibetan Buddhist meditative perspective. Progress in Brain Research. 2000. 122, 507.
Rerich M.: Ałtaj - Himalaje. PIW. Warszawa. 1980.
Sogyal Rinpocze. Tybetańska księga życia i umierania. Wydawnictwo EM. Warszawa. 1995.
Wade C.: Health Secrets of the Orient. Parker Publ. New York. 1973.
Terheggen M.A., Stroebe M.S., Kleber R.J.: Western conceptualizations and Eastern experience: a cross-cultural study of traumatic stress reactions among Tibetan refugees in India. J Trauma Stress. 2001, 2, 391-403.