| |
Wstęp
Na początku gdy zaczynałem praktykować jako psychiatra
byłem sytuacji niewiele lepszej od pracującego w XIX wieku doktora Freuda.
Zaciszny gabinet, wygodny fotel, na ścianie kopia obrazu autorstwa Roberta
Fussli przedstawiający „Nocną marę”, regały pełne uczonych książek,
mój własny skupiony umysł, oto wszystko, czym dysponowałem w diagnozowaniu
i różnicowaniu rozpoznań zaburzeń psychicznych moich pacjentów.
Tak wiele się zmieniło przez te kilkanaście lat! Teraz,
choć gabinet, jego wyposażenie i umysł psychiatry wydają się być takie
same, to jednak mam poczucie, że tuż w pobliżu (około 500m dalej) znajduje
się dobrze wyposażone centrum diagnostyczne, dysponujące nie tylko możliwością
badań biochemicznych ale i szczegółowego obrazowania ośrodkowego układu
nerwowego pacjenta. Zresztą centrów podobnych jest już teraz w kraju
więcej i pacjent nawet z odległego miasta będzie najprawdopodobniej
mógł w miejscu zamieszkania wykonać przynajmniej część ze zleconych
badań.
A przecież, nierzadko mam potrzebę sprawdzić, czy
ów zespół natręctw nękający pacjenta od pewnego czasu, nie ma u swego
podłoża jakiegoś organicznego uszkodzenia mózgu, lub depresja innej
osoby, która okazuję się być „oporną” na dotychczasowe klasyczne leczenie,
nie jest uwarunkowana podobną przyczyną. Nie muszę tu wspominać, że
wszelkie symptomy mogące świadczyć o rozpoczynającym się zespole psychoorganicznym
wymagają skrupulatnych badań posługujących się metodami neuroobrazowania.
I chociaż każde zakłócenie funkcjonowania emocjonalnego czy umysłowego
pacjenta może być powodem rozważania czy aby jakaś organiczna - biologiczna
zmiana się do niego nie przyczyniła, to w wypadku zaistnienia określonych
zespołów psychopatologicznych badanie takie jest nieodzowną koniecznością.
Z przedstawionej dalej w monografii listy zaburzeń
psychicznych opartej o kryteria DSM III zaznaczone będą zespoły, które,
moim zdaniem, wymagają takiej diagnostyki. Pacjentów z pozostałymi zespołami
bada się raczej sporadycznie, ale i tych przypadkach okazuje się, że
można nierzadko stwierdzić istnienie zmian rozwojowych, degeneracyjnych,
a nawet niekiedy rozrostowych w ośrodkowym układzie nerwowym.
Muszę przyznać, że jak każdy praktyk, w niektórych
sytuacjach trudnych diagnostycznie, kieruję się w pewnej mierze intuicyjnymi
przesłankami, zlecając niektóre z omawianych wyżej badań. Oczywiście
„intuicja” nie znaczy tu, jakiejś tajemniczej, ciemnej siły, ale wytężonej,
choć częściowo podświadomie przebiegającej, pracy diagnostycznej. Na
pewno w przyszłości ja sam i moi młodsi koledzy częściej i w większej
liczbie wskazań będą korzystali z nowoczesnych technik diagnostycznych
opartych o neuroobrazowanie.
Janusz Krzyżowski |
|